Forum Wiklina Polska Strona Główna Wiklina Polska
Forum poświęcone wierzbie, wiklinie i innym materiałom plecionkarskim w kulturze oraz ich gospodarczemu przetwarzaniu.
 
 POMOCPOMOC   FAQFAQ   SzukajSzukaj   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Dlaczego Pawlak abdykował

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Wiklina Polska Strona Główna -> Ogólnopolskie Stowarzyszenie Plecionkarzy i Wikliniarzy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kesawk
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 28 Cze 2007
Posty: 886
Skąd: Malbork

PostWysłany: Sro Mar 25, 2009 19:55    Temat postu: Dlaczego Pawlak abdykował Odpowiedz z cytatem

Poniżej zamieszczam artykuł autorstwa Katarzyny Warszta ukazał się w "Dzień nowotomysko - grodziski".

Dlaczego Pawlak abdykował?

"W ciągu ostatnich 10 lat przewodził Pan większości przedsięwzięć, które wyniosły Nowy Tomyśl do rangi niekoronowanej stolicy Polskiej Wikliny. Był społecznikiem porywającym tłumy i dokonującym rzeczy, często wydawałoby się niemożliwych. Wydawać by się mogło, że to naturalna kolej rzeczy: kolejne pomysły, nowe wyzwania, wspólne realizacje. Aż tu nagle wiadomość, że złożył Pan rezygnację z pełnienia funkcji V-ce Prezesa Zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Plecionkarzy i Wikliniarzy. Skąd ta nagła zmiana?

Przez te wszystkie lata kierowałem się zasadą: „daj siebie innym”. Jeżdżąc z wikliną po różnych częściach Europy, patrząc na trendy i analizując sytuację branży, która nie ma co ukrywać, nie malowała się w różowych barwach, zrozumiałem, że aby cokolwiek w tej dziedzinie zmienić, nie wystarczy być tylko dobrym gospodarzem własnego podwórka. Borykając się z tymi samymi problemami, lecz działając w pojedynkę, nasze głosy ginęły w próżni, zanim ktokolwiek zdołał je usłyszeć. Nie było innej możliwości jak połączyć siły i wspólnie zorganizować coś tak zaskakującego i o niespotykanej dotąd skali, że oczy wszystkich mimowolnie zwrócą się w naszą stronę. Pierwszym takim wydarzeniem była budowa Kosza Giganta, który trafił do księgi Rekordów Guinessa, choć nie byliśmy jeszcze wtedy zrzeszeni jako stowarzyszenie. Później, w NOK-u narodził się pomysł corocznej organizacji „Pikników z Wikliną”, podczas których ofiarowalibyśmy miastu kolejną, wyplataną własnymi palcami aranżację. Poproszono mnie o pokierowanie tym projektem. Odważnie i wbrew wszelkim standardom zaczęliśmy wyprowadzać wiklinę na ulicę. Byłem szczęśliwy, mogąc wyciągnąć swoich kolegów z ich ciasnych, zadymionych warsztatów, pokazać światu ich kunszt, udowadniając tym samym, że nie musimy być dla siebie tylko konkurencją. Jak to się mówi, gramy w końcu do jednej bramki. Aż miło było popatrzeć, jak wiklina coraz mocniej zaznaczała w miasteczku swoją obecność. Z początku wszystkim to się podobało. Ale do czasu. Aby „dawać siebie innym” potrzebna jest wola obu stron. Nie można na siłę oferować ludziom czegoś, czego już wyraźnie nie chcą. Trzeba uszanować ich wolę, wiedzieć kiedy odejść i ustąpić miejsca spragnionym sukcesu młodszym następcom. Kto wie, może nie chcą kolejnych wspólnych przedsięwzięć bo zawiedli się na mnie, oczekując czegoś, czego im nie dałem. Może kogoś uraziłem? Co prawda nie myli się tylko ten, który nic nie robi, więc jeśli miało to miejsce, to szczerze przepraszam.


A może po prostu w którymś momencie ludzie poczuli się zmęczeni szaleńczym tempem, które Pan narzuca i tym ciągłym podnoszeniem poprzeczki?

Patrząc na to z perspektywy czasu śmiem twierdzić, że jest to wielce prawdopodobne. Może faktycznie tego wymyślania było za dużo. Choć w głębi duszy czuję, że była to jedyna szansa aby wypromować nasze miasteczko, a dorobek przodków uchronić od zapomnienia. Pamiętajmy, że nie tak dawno temu ludzie w ogóle nie wiedzieli kim jest koszykarz. „Przecież ty za niski jesteś do tej piłki”- mawiali patrząc na mnie. Poza tym tu nie chodzi tylko o fakt skierowania na Nowy Tomyśl kamer i oczu milionów, ale o zostawienie trwałego śladu w postaci czegoś, co jeszcze długo służyć będzie społeczeństwu. Wartość wykonanych przez nas realizacji to bagatela 1,7 mln zł. Starałem się jednak, aby to dokładanie kolejnych cegiełek do budowy naszej wiklinowej małej ojczyzny odbywało się w takich dwuletnich cyklach: w jednym roku coś mniejszego, w kolejnym przedsięwzięcie na dużą skalę. Zdarzało się, że przygotowania trwały blisko rok, sama realizacja natomiast, z reguły nie dłużej niż kilka dni. Całą logistykę brałem na siebie, odpowiadając za poszczególne etapy całości. Od kolegów i koleżanek wymagałem tylko obecności i wywiązania się ze złożonych obietnic. Nie przeczę, wymagało to ich dyspozycyjności i poświęcenia. Jednak aby cokolwiek mogło przejść z fazy koncepcji do realizacji, potrzebna była decyzja większości. Każdy projekt poddawany był głosowaniu. Niewykluczone, że w ostatnim sezonie narzuciłem zbyt szaleńcze tempo: budowa Wigloo i jednocześnie Światowy Festiwal. Jednak do dziś nie potrafię zrozumieć, dlaczego ci, którzy nie mieli ochoty pomagać mi w tym projekcie, nie dość że nie zdobyli się na wyartykułowanie swoich racji, to jeszcze zadeklarowali pomoc, z którą, tak na marginesie, dość różnie potem bywało. A wtedy był jedyny moment, żeby usiąść i powiedzieć sobie: „to za dużo, odpocznijmy”. A jak już się raz podjęło decyzję, to należało zrobić wszystko, żeby doprowadzić sprawę do końca.


Musi być Panu teraz ogromnie przykro? Taki zawód po tylu latach poświęceń.

Nie czuję się ani trochę zawiedziony, na nikogo się nie gniewam. Gdy człowiek robi coś dla innych, lecz nie oczekuje w zamian niczego, nawet słowa „dziękuję”, nie jest rozczarowany, kiedy go nie usłyszy. Mogę być tylko dumny z tego, jak wygląda teraz mojego miasto oraz z moich kolegów i koleżanek, którzy dzielnie pracowali, np. przy wyplocie Kosza Giganta. Poza tym, dzięki organizacji I Światowego Festiwalu Wikliny i Plecionkarstwa udało się dokonać rzeczy naprawdę wielkiej. Najtrudniej zmienia się ludzkie poglądy i błędne stereotypy. A to właśnie zostało osiągnięte. Fakt, że dzięki tej imprezie zachodni sąsiedzi przestali postrzegać Polskę jako „kraj tandetnego koszyka”, i dostrzegli coraz bardziej liczącego się partnera mówi sam za siebie. Zaprosili nas do stołu negocjacyjnego, zaproponowali nawiązanie międzynarodowej współpracy, w szerszym tego słowa znaczeniu. Swoje ambasadorowanie Polskiej Wiklinie zakończyłem doprowadzając do wydania przepięknego albumu, pt.: „Sztuka palcami pleciona”, ukazującego dokonania polskich plecionkarzy, eksponaty powstające podczas dorocznych plenerów, organizowanych w Muzeum Chmielno – Wikliniarskim w Nowym Tomyślu, relację z I Światowego Festiwalu i wszystkie prace konkursowe.


Jest Pan człowiekiem czynu. Jakoś trudno mi uwierzyć w tę decyzję. A może to tylko zwykła próba sił? Czy gdzieś tam, w głębi duszy nie tli się przypadkiem iskierka nadziei na cudowny powrót?

Po pierwsze czuję się człowiekiem spełnionym. Osiągnąłem już wystarczająco dużo, może nawet za dużo … Decyzji o odejściu nie podjąłem od razu, dokładnie tę sytuację przemyślałem. Zanim ogłosiłem ją publicznie, sygnalizowałem swe odejście obecnemu zarządowi. Mieli więc czas na zastanowienie się i rozmowę ze mną. Nie uczyniono zupełnie nic, aby temu zapobiec. A to oznacza, że większości taki stan rzeczy jest na rękę. Nie mam ochoty przewodzić grupie ludzi, której jest ze mną nie po drodze. Jeżeli raz się powiedziało „a”, trzeba być konsekwentnym.


W ciągu tych wszystkich lat zdobył Pan wiele cennych doświadczeń w organizacji przedsięwzięć na ogromną skalę. Pańska twarz i nazwisko są rozpoznawalne nie tylko wśród rodzimych i zagranicznych plecionkarzy, ale i urzędników, posłów, przedsiębiorców, dziennikarzy. Przez te 10 lat dał się Pan poznać jako solidna firma. Czy Pańskie odejście oznacza, że następcy będą musieli przecierać tę ścieżkę na nowo?


Niezupełnie. Mimo, że w większości projektów to ja byłem „spiritus movens” , fakt mojego odejścia nie przekreśla wspólnych dokonań Stowarzyszenia. Dzięki ich skali, mimo raptem 60 członków, jesteśmy postrzegani jako jedna ze sprawniejszych organizacji w skali kraju. Dlatego moi następcy nie zaczynają od zera. To, że duża grupa ludzi przyzwyczaiła się do mojej osoby, ufa mi i chce ze mną rozmawiać, to osobna sprawa. Ale skoro ja zaskarbiłem sobie ich sympatię, dlaczego miałoby się to nie udać innym? Doświadczenia nabiera się z czasem, to normalne. I nie ulega wątpliwości, że na pewno nie odmówię pomocy kolegom ze Stowarzyszenia. Jeżeli zajdzie potrzeba, abym pokierował np. przygotowaniami do kolejnej edycji Światowego Festiwalu i otrzymam taką propozycję, jestem gotowy to zrobić, z tym że na nieco innych zasadach niż dotychczas. Na pewno nie będę już za nikim chodził i przekonywał, żeby zrobić coś razem, pobić kolejny rekord, bo warto w ten sposób ratować polskie plecionkarstwo od zapomnienia. Skoro taka metoda w którymś momencie przestała się podobać, wyciągnąłem wnioski.


Nie wierzę, że tak energiczna osoba zamknie się w czterech ścianach. Na pewno ma Pan jakieś dalsze plany. Pytanie tylko, czy są one związane z wikliną.


Zgadza się, aktualnie pracuję nad nową myślą, którą opatentowałem. Nie chciałbym na razie zdradzać szczegółów, ale zapewniam, jeszcze będzie o tym głośno. I potwierdzam, jest ona związana z wikliną. Czy jest to dobra droga i będę miał naśladowców, czas pokaże.


Innymi słowy nie da się wyrwać wikliny z Pańskiego życia?

Wszystko wskazuje na to, że nie. Kto wie, może nawet pochowają mnie w … wiklinowej trumnie."
_________________
Mieszkam wszędzie, ale najczęściej w Malborku :)Zdzisław Kwasek
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Nazwa Skype
Reklama






Wysłany: Sro Mar 25, 2009 19:55    Temat postu:

Powrót do góry
Duch Wikliniarki
Praktykant / wyplata gimę
Praktykant / wyplata gimę


Dołączył: 20 Mar 2009
Posty: 31
Skąd: NT

PostWysłany: Czw Mar 26, 2009 20:04    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Co się stało to się nie odstanie. Należy wyciągnąć wnioski, ale życie toczy się dalej. Moje pytanie: czy wkład p. Andrzeja w budowanie dorobku Stowarzyszenia, wieloletnia praca społecznikowska na rzecz tej organizacji a także miasta nie są na tyle duże i znaczące, że można by pomyśleć o nadaniu mu tytułu Prezesa Honorowego? Nie znam dokładnie statutu, nie udało mi się go pobrać więc nie wiem jakie warunki należy spełniać żeby móc taki tytuł otrzymać. Innymi słowy zostawiam tę wolną myśl do rozważenia i przedyskutowania wtajemniczonym...
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
kesawk
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 28 Cze 2007
Posty: 886
Skąd: Malbork

PostWysłany: Czw Mar 26, 2009 20:10    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Uważam to za naturalne. Sprawy kulturalne Andrzejowi mocno leżą na sercu. Pokazał co potrafi. Jestem za. Oczywiście trzeba będzie najpierw ustalić kompetencje Prezesa Honorowego.
_________________
Mieszkam wszędzie, ale najczęściej w Malborku :)Zdzisław Kwasek
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Nazwa Skype
Reklama






Wysłany: Czw Mar 26, 2009 20:10    Temat postu:

Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Wiklina Polska Strona Główna -> Ogólnopolskie Stowarzyszenie Plecionkarzy i Wikliniarzy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Wiklina Polska  

To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
Powered by Active24, phpBB © phpBB Group