Forum Wiklina Polska Strona Główna Wiklina Polska
Forum poświęcone wierzbie, wiklinie i innym materiałom plecionkarskim w kulturze oraz ich gospodarczemu przetwarzaniu.
 
 POMOCPOMOC   FAQFAQ   SzukajSzukaj   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wierzba w poezji
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Wiklina Polska Strona Główna -> Hyde Park
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kesawk
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 28 Cze 2007
Posty: 886
Skąd: Malbork

PostWysłany: Wto Wrz 25, 2007 21:47    Temat postu: Wierzba w poezji Odpowiedz z cytatem

Na moim podwórku rośnie pewna wierzba.

Wierzbo, dlaczego płaczesz? / Czy ktoś Ci krzywdę uczynił?/ Wierzbo, dlaczego płaczesz? / Czy to ktoś z ludzi zawinił? / Wierzbo, dlaczego płaczesz? / Skąd w Tobie ten smutek? / Wierzbo, dlaczego płaczesz? / Czy to z istnienia powódek? / Wierzbo, która tak płaczesz / Jak długo potrwa niedola? / Wierzbo, która tak płaczesz / Któż twemu smutku podoła? / Wierzbo, która tak płaczesz / Dlaczego gałęzie opuszczasz? / Wierzbo, która tak płaczesz / O czym wędrowców pouczasz? / I rośnie milcząca wierzba / W samotnej melancholii / I rośnie ta, która pamięta / Koniec niejednej historii.../
Bartłomiej Śliwa
--------------------------------------------------------------------------------------
Wierzby w Ałma-Acie
Wat Aleksander


Wierzby są wszędzie wierzbami...
Pięknaś, w szronie i blasku, wierzbo ałmaatyńska.
Lecz jeśli cię zapomnę, o sucha wierzbo z ulicy Rozbrat,
niech uschnie moja ręka!

Góry są wszędzie górami...
Tiań-Szań przede mną żegluje w fioletach
Pianka ze świateł, głaz z barw, blaknie i niknie -
Lecz jeśli cię zapomnę, daleki szczycie tatrzański,
Potoku Biały, gdzie z synem barwne roiłem żeglugi,
żegnani cichym uśmiechem naszej dobrej patronki -
niech się w kamień tiańszański obrócę!

Jeśli Was zapomnę
Jeśli Cię zapomnę miasto me rodzinne...
nocy warszawska, deszczu i bramo warszawska, gdzie
w bramie dziad wyciąga rękę pies rozerwał mu sukienkę
Śpij Jędrusiu...
Rozrzucam ręce żałośnie jak polska płacząca wierzba
Jeśli was zapomnę,
Lampy gazowe Żurawiej - stacje mej męki miłosnej,
Świetliste serca wtulone w ciemną wstydliwość liści,
I szept, i szmer, i deszcz, w alei turkot dorożki
I złotopióry świt gołębi...
Jeśli Cię zapomnę, walcząca Warszawo,
W krwi spieniona Warszawo, piękna dumą swych mogił...
Jeśli Cię zapomnę...
Jeśli Was zapomnę...
--------------------------------------------------------------------------------------
Artystom

(Warszawa, Sierpień 1941)

Są ludzie jak wierzby rozchwiane.
Często wicher szarpie struny ich dusz.
Wierzba w wodę, oni wpatrzeni w nirwanę,
Owiotczali, osmętniali, – bez zórz.

Nieraz oczy, jak wierzba warkocze
Topią w wnętrzach swych – niby w wodnej głębinie.
Srebrnoskrzącą wierzbicę zwykle woda otoczy,
Musi kochać odbicie swe w lustrzni –
Wszak wciąż przy niej płynie.

Wysmuklone w was palce listkowia
I postaci złote pręty wygięte.
Rozcudniacie ponadwodne pustkowia
Jakieś Boże instrumenty zaklęte.

Jak w was wicher listeczkami zaszepce,
To przepiękną drżyć będziecie symfonią.
Burza dzikim was szałem nie zdepce,
W górę zwichrzy – znów gałęzie się skłonią.

Rusałczanym, zwodniczym urokom
Nieraz zwabić się – nieszczęśni – dajecie,
Nim niebieskim zawierzycie obłokom.
Cóż dziwnego? – fujarkowym wabikrzewem jesteście.

Smętkiem często, łez perłami zasnuci
I tak prędko słońcem zcałowani
Być umiecie, z wszelkiej troski wyzuci,
Płomienni, jakby święci, w poświacie zakochani.

A w krainie palącego słońca –
Chyba „Lotos” jest waszym symbolem?
Serca – Lotos wciąż wszechświata ma gońca
I eteru wiążą czary zakolem.

I jak takie dziwodrzewo brać w karby?
Z wierzby dębu uczynić krzepicę?
I postawić na zsuszony grunt twardy.
Na materiał rosnąć dać dla zrąbania krwawicy?

Ująć w proste kontury twarde
Wiotkie linie wybujałe faliście? –
Będzie śmiałe, wzbudzi zachwyt, nie wzgardę
Tak, jak rośnie, w swej swobodzie przeczyście.

W mdłej gromadzie często piękne śnią duchy,
Tak pozornie słabe, trzeba im wsparcia,
Jak roślinki opieką darzyć trza kruche.
Nie widzicie wy potęgi z rozdarcia?

Jak silnymi być potrafią ci ludzie
I jak wielkim, mocnym Piękna akordem
Płonąć mogą, z przędz szarości wyzuci.
Kochaj ich tak, jak ich widzisz –
Szablon dla nich – jest morderstwo.

Zofia Maria Metzger-Konopnicka
--------------------------------------------------------------------------------------
Wierzyński Kazimierz

Psalm o wierzbach



Nad rzekami Babilońskimi, tameśmy siadali i płakali,
wspominając Syjon.
Na wierzbach, które są w nim, zawiesiliśmy harfy nasze.

Psalm 136

Wierzby szumią po nocach,
Szumią coraz dotkliwiej,
Spocznijcie przed obca pustynia
I każdy niech wspomni



(Wierzby dzieciństwa:

Młyn miele mąkę, melodia młyńska,)
Wierzby: alkowy czarownic,
Z którymi diabły się żenią,
Pogrzeb śród krzywych gromnic,
Próchno świecące jesienią
I zezowate oczy sowie
I strach ze szczecina na głowie
I bazie Palmowej Niedzieli
I radość żeśmy pierwsi je ścięli
I niespodziany, czubaty uroda
Zimorodek zasiedziały nad woda
I wszystkie prawdy i wszystkie symbole
I znowu pastwiska i szczere pole
I nierozwiane poranne mgły,
śród których żuraw drętwiejąc studzienny
Szyję do góry wyciągał senny
I konie kładły po sobie
Ciężkie łby.

To wszystko co nam zostało
Ze złotej świątyni:
Pamięć paląca i drzewa
Na pograniczu pamięci,
Przy niej.

Szumią teraz po nocach,
Szumią coraz dotkliwiej:
Spocznijcie przed obca pustynia
I każdy niech wspomni

Na Syjon,
Bracia bezdomni.
I niech już się stanie.
Niech już zagasną oczy sowie
Jak nadaremne lęki
I wykruszone radości,
Niech tylko weźmie ktoś próchno do ręki
I jak ostatnie po nas posłowie
Rozsypie je
To będą nasze kości.



W polach niech je posieje w rozłogach,
Za rzeka gdzie przestrzeń zaczyna się pusta,
Na nie przebyta ostatnia drogę
Wiatrom położy na usta.
Bo to jest miłość nasza, bez której
Nie ma rozumu ani odwagi,
Ostatni muskuł obdarty ze skóry,
Nasz upór ostatni i nagi,
Troska rosnąca coraz okrutniej
Dokoła serca-kamienia,
I to są nasze wieszadła,
Wierzby dla harf i lutni,
Struny milczenia.
---------------------------------------------------------------------------------------Wierzbą
Agnieszka Błażejewska

WIERZBĄ BĘDĄC

Wierzbą płaczącą mogę dziś zostać,
na piaszczystym przydrożu samotna ostać.
z pocharatana korą, podeptanymi korzeniami,
w sercu skaleczona z niespełnionymi marzeniami.
dlaczego tak głupio, tak łzy same się toczą?
może gdy na dobra drogę złe sprawy się wtoczą -
ileż to myśli innych niż wszystkie,
jak kałuża przemyśleń głębokie i płytkie.
O czym tu mówić , sprawa skończona,
lecz jak tu przestać gdym samotna, odtrącona.
szczęście w nieszczęściu zostało pogrążone i
tak w oceanie płaczu marzenie zatopione.
-------------------------------------------------------------------------------------

Wierzba pokochała wróbelka,
Wróbelek zadurzył się w wierzbie,
I nawet jastrząb złym okiem
Miłości nie przerwie.


Hałaśliwa papugo,
Zamknijże swój dziób.
Drozd w wierzbowym gaju
Piosenkę zaczął już.


Tłumaczenie z języka tybetańskiego: Jakub Szukalski
Interpretacja liryczna: Janek Magdziorz
-------------------------------------------------------------------------------------
_________________
Mieszkam wszędzie, ale najczęściej w Malborku :)Zdzisław Kwasek
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Nazwa Skype
Reklama






Wysłany: Wto Wrz 25, 2007 21:47    Temat postu:

Powrót do góry
kesawk
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 28 Cze 2007
Posty: 886
Skąd: Malbork

PostWysłany: Sro Lut 27, 2008 22:32    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Następna porcja wierszy poświęconych wierzbie.

Autor: Messalin Nagietka
Płońsk - Płonką zanosi wierzby.

nad brzegiem Płonki trzy wierzby wiklinią
ławę podmuchom by przeglądać w toni
było dostojniej, chylać się nad linią
piachu i żwiru i nie pytać o nic
co by wzmóc miało naturę przysiadła
na płonnej ziemi, gdzie próżne i radło,
i czas daleki, choć miasto dotyka
i nurtem schodzi powietrze jak z chmury
deszcz, że błękitem po wierzbami wyka
bliższa niebiesiu od tego co z góry
klinem się nosi i ogląda w toni,

na próżno płacz ich niesie wiatr w przestworza,
nie wyrwie ich z ciemności nic,
zgubiła je zła droga.

I jęk ich w wieczności głośnym bije echem,
na kartach historii smutne pisząc daty,
nie ujrzy blasku żadna z nich,
los spisał je na straty.

Monika Sawicka przysłała wiersz:

,,Plecie wiatr wiklinie,
plecie wciąż z ochotą,
że gdy wiosna minie,
koszyk z niej uplotą.

Plecie wiatr kalinie,
plecie wciąż wytrwale,
że gdy lato minie,
zerwie jej korale.

Plecie wiatr olszynie,
plecie zadzierrzyście,
że gdy jesień minie,
to pogubi liście.

Wiertrze, ty pleciugo,
od plotek się wstrzymaj,
lecz plec' bajki długo,
gdy nadejdzie zima."

Włodzimierz Ścisłowski
_________________
Mieszkam wszędzie, ale najczęściej w Malborku :)Zdzisław Kwasek
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Nazwa Skype
kesawk
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 28 Cze 2007
Posty: 886
Skąd: Malbork

PostWysłany: Czw Paź 16, 2008 19:30    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Porcja wierszy bieszczadzkich poświęconych wierzbie. i mojej osobie Smile

Autor: Stefania Dyrda - poetka ludowa

Wiklina

Na glebie zwanej nieużytkami
Gdzieś na ugorze, nad potokami
Wyrosła szara, wiotka roślina
Powszechnie zwana jako wiklina.

Smukłe gałązki ku niebu wznosi
Poranną rosą obmywa liście,
Która kroplami tęczy się mieni
W promieniach słońca lśni srebrzyście.

Choć taka skromna i taka krucha
Kiedy się w ręce mistrza dostanie
Cuda z niej zrobi dobry koszykarz,
Które ozdabia każde mieszkanie.

Stoły, fotele, piękne wazony,
Ozdobne tace, na lampy klosze
A przede wszystkim dla elegantek
Większe, lub mniejsze plecione kosze.

Tak wiele można zrobić z młodej wikliny,
Lecz kiedy wierzba stara, wiekowa
Samotna, gdzieś tam na miedzy rośnie
Mówią, że czort się w niej chowa.

Ten nie najgorszy - zwie się Rokita
Nasz polski diabeł - co figle płata
W dzień na wierzbie sypia a za to nocą
Po uroczyskach wesoło woła.

Kiedyś na dworach szlacheckich bywał
Przebrany we frak i w kapeluszu,
Żeby nie widać mu było rogów
I długich czarnych uszu.

Kopyto chował w lśniące lakierki,
Ogon w spodenki wąskie zawijał
Ze stołów zjadał tłuste mięsiwa
I starym winem popijał.

Mówią, że nieraz nawet hrabianki
Słynne z urody podrywał
A gdy się zmęczył to tygodniami
W swej starej wierzbie odpoczywał.

Bywało, do wsi nie raz podejdzie
I tam napotka biedną wdowę
To złoty dukat pod próg jej rzuci
Nakarmi kury, podoi krowę.

Takie poczciwe z niego diablisko,
Lecz dziś już nie wiem dlaczego
nie chodzi po wsi i zjadać nie chce
Resztek ze stołu pańskiego.

Siedzi na miedzy stary zgorzkniały
Nie lubi, gdy mu się przeszkadza
Zwłaszcza tych, którzy pod rauszem idą - nocy
Chętnie gdzieś na manowce wyprowadza.

Kuszącym głosem dziecka ich wabi
To psa małego cienkim szczekaniem
A człowiek myśli, że wieś gdzieś blisko
Więc chodzi, chodzi za nim.

Zmęczony wreszcie, usiądzie, zaśnie
A potem dziwi się z rana
Co ja tu robię w tym szczerym polu
Na wiązce zgniłego siana.

Tak to bywa z pijącymi i diabłami
A mnie się taki morał nasuwa,
Że dzieło mistrza właśnie
z szarej wikliny, zwykłej wierzbiny
i meble tworzy i baśnie.


Czarna k. Ustrzyk Dolnych, 2 maja 1998 r.
-----------------------------------------------------------
Autor Zofia Małek - bieszczadzka poetka ludowa

Ambicji wikliniarskich kursanci nie maja
Wątki z osnową się przeplatają
Z Europą się integrujemy
My tez coś swojego mieć chcemy
Gałązki z wikliny dodajemy
Koniec gruby z grubym
Cienki z cienkim wiążemy.

Gdy już ku końcowi się mamy
Od nowa wszystko sobie przypominamy
Każdy z nas w duchu wzdycha
Jaki to ze mnie będzie koszykarz
Palce bolą i same się wyginają
A wątki twardo oporem staja,
Gdy w sklepie kosz zobaczymy
Nigdy człek krytyki nie wykrzyczymy

Ileż to nerwów i potu kosztuje
Żaden pieniądz tego nie wyrównuje
Gdy każdy plecie jak potrafi
Mistrz mówi nam o etnografii
Pod okiem mistrza Zdzisława Kwaska
Nie przejdzie nam chała i basta.

Kobylany, 18 - 27 kwiecień 2001 r.

------------------------------------------------------------------
Autor Zdzisław Pękalski - rzeźbiarz i poeta bieszczadzki

x x x


Byłem u Zdzicha Kwaska
W łozinowym świecie
Zobaczyć jak on a witek
Życie swoje plecie.

Byłem u Zdzicha Kwaska
W wiklinowym raju
Gdzie kosze w jego palcach
Same się splatają.

Byłem u Zdzicha Kwaska
Do dziś to pamiętam
Bo się zakochałem
We wierzbowych prętach.

Wzdów, 06 czerwiec 1998 r.
_________________
Mieszkam wszędzie, ale najczęściej w Malborku :)Zdzisław Kwasek
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Nazwa Skype
kesawk
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 28 Cze 2007
Posty: 886
Skąd: Malbork

PostWysłany: Nie Gru 21, 2008 17:55    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Następna porcja jakże pięknych wierszy poświęconych wierzbie:

Autor: rozdarty666

Cykl wierszy pt.: " Wierzba"


„Wierzba”

Rośniesz na wzgórzu
W łąkach zielonych
W strumieniach srebrzystych
Wokół chmur kłębiastych
Twe korzenie mocne jak stal
W ziemi zanurzone do serca ziemi
Pień trwały jak szlachetny z szlachetnych kamieni
Twe gałązki zieloniutkie jak listki wschodzące ku wiośnie
Za dnia każdego gdy słońce wschodzi
Dzieci przychodzą do ciebie
Wchodzą na twe gałęzie
Bawiąc się wesoło
Przynoszą swe radości
Pocieszając cię
Było jedno czarne
Swym czynem korę obdrapało
Pozostawiając ranę widoczną
Jak ulice za dnia oświetlone
Niezmazalna jak atrament na liście
Bolesna jak rana po ostrzale
Blizna widoczna przez życie
Dzieci dorastały
Wierzbę obkopały
Liście oberwały
Gałęzie połamały
Odeszły w ślad zapomnienia
Zostałaś sama pośród istnienia
W smutku się pogrążałaś
Trawy szarością obrosły
Rzeki w pustynie się zamieniły
Chmury po niebie się sklepiły
Deszcz na ziemie uroniły
Tak trwały dni przez trzy wiosny
Wierzba się podniosła
Ujrzawszy parę idąca w jej kierunku
Słońce wyjrzało głaszcząc swymi promieniami
Rodzące się młode listki
Trawy zielenią okwitły
Bałwany się rozproszyły
Codziennie przychodzili
Wierzbę pielęgnowali
Ona swą dawną wiedzą
Życie ich rozwiązywała
On dobroci pełny
Bractwem krwi z korzenną się połączył
Każdego dnia próg przekraczali
Wszyscy byli szczęśliwi
Lecz burza się zerwała
Silna swym porywem wiatru
Trawy kołysała
Oni szybko się zerwali
Odchodząc bez słowa
Wierzba ronić łzy zaczeła
Myśli ją kłóciły
W wątpliwości poddawały
Czy wrócą nie zmieniając swego płaszcza?


„Czas wierzby”

Dni mijały jak słońce zachodzące
Noce przechodziły jak gwiazdy tańczące
Wierzba czekała na jego nadejście
Lecz ujrzała smutek przyrody

Mijały pory roku jak przypływy i odpływy
Czy to deszcz padał czy słońce świeciło
Czy to puchy śniegu cię kryły
Tyś czekała w nieustannej nadziei

Wszystko się zmieniało w rytmie natury
Krajobraz barwny raz szary widziany
Zwierzęta różnorodne przychodzące raz odchodzące
A Ona czernieje jak ziemniak nietrwały

Wspomina dni kolorowe
Jak lato w pełni rozkwitu
Czy tęczowej jesieni w spokoju idącej
Czas idei w korzeniach jej płynącej

Wspomina nuty nieznane
Będące nieufnością i podejrzeniem
Lecz po paru aktach bariery znikły
Gdyż z tego samego źródła wypłynęły

Słyszy w ciąż słowa wypowiedziane
W testament zapisane pieczęcią podbite
Przekonanie budowy rozpoczęcia
Której żadna siła nie zatrzyma

Lecz wiele ma myśli muszkujących po koronie
Są różne lecz nie spójne
Daje mnogość pytań nieznanych odpowiedzi
Zjawiska odnoszące się do nich

Tak na pagórku się wznosi
Wierzba szukająca spójności
Lecz żywica rzadka jak woda roni
Bo serce czuje a umysł odgania

Chmury czarne jak smoła nadciągają
Wierzba lękliwa czy przechowa testamentu słowa
Czy domu który budować zaczeła
Determinacja burzy nie zachwieje konstrukcji?
Czy podoła przeciwnością losu?


„Schyłek wierzby”

Burza nadeszła silna jak dęby
Tornada się zerwały
Bałwany czarne krople głębokie lały
Ciemność jak w grobie nastała

Wierzba sama pośród sypkiego wzgórza
Stoi i się trzyma
Wokół niej rozlewiska krwi płynącej
W niej czaszki idei wypływające

Ziemia żółta jak słońce w martwicę się odziała
Całość natury Wierzbie pomagającej
Uschła jak liście rojem czerwi pokryta
Wokół śmierć szalejąca fetor rozwiewająca

Listki z jej gałązek opadły
Kora złuszczyła się jak gadzie łuski
Została naga i bezbronna
Czekająca na schyłek swego istnienia

Nagle cień głodnych korników
Na wierzbę się rzucił
Żrąc ja od zewnątrz
Rozrywając od środka

Krzyczy z bólu miliona robactwa
Z ran żywica pełna ich wypływa
Szarpie na wszystkie strony by zrzucić ciernie męczarni
Lecz one sieją ziarna swego zniszczenia

Nie mając siły walki
Ulega żarłocznym bestiom
Znosiła mękę jak Baranek na krzyżu
W końcu plaga odeszła

Nic nie oszczędziła
Wierzba podziurawiona jak sito
Sucha i słaba jak spróchniałe drewno
Pośród zgliszczy chaosu patrzyła

Idee którą wznosiła
Pielęgnowała jak matka swe dziecię
Czyniła wszelkie starania by życia nabrała
Obumarła jak spadający liść

Teraz stoi nad przepaścią skruszonego urwiska
Straciła nadzieje
Straciła wiarę
Poniosła nieodwracalną klęskę

Była naiwna zbyt ufająca
Uległa słowom pustym jak wiatr
Teraz cierpi od swego niespełnienia

Czy coś zaiskrzy?
Czy się podniesie?
Czy przyjdzie wybawca?
Czy przyniesie ktoś prawdziwość żywej wody?


„Śmierć wierzby”


Siedem pieczęci złamanych zostało
Apokalipsa z głębi jądra wyzionęła
Swe kościste ręce nad ziemią rozłożyła
Dises irea jednym ruchem dokonała
Wierzba nadziei już nie ma
Nie potrafi siłą woli końca powstrzymać
Ziemia pęka jak skorupka jajka
Ognia opary z szczelin zioną
Łzy ogniste z nieba siarkowego padają
Wierzba otoczona rzeką lawistą
Wyciąga swą koronę wznosząc do góry
Piorun srebrzysty trzasnął w jej centrum
Złamała się jak gałązka wczesna
Cisza nastała jak makiem zasiał
Żywioł ustał jak morze wzburzone
Na wzgórzu stał trzon korzenny
Zniszczony i martwy jak zwłoki trupa
Wokół pustka i zgliszcza jak zgnieciona tabula rasa
Taki los wierzby
Koronę swą utkała
Której utrzymać nie potrafiła
Pod jej ciężarem upadła

Źródło: http://www.portalliteracki.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=17898&mode=&order=0&thold=0

I Andrzeja Talarka z Mielca

Dwie wierzby
Andrzej Talarek

Dwie wierzby



W sadzie dwie wierzby stały i obie płaczące
Gałęzie swe splatały ku ziemi idące

Stały tak przez lat wiele coraz bliższe ziemi
Czas korę im wymarszczał palcami swojemi

Ku sobie się chyliły choć wiatru nie było
Szeptały wciąż do siebie baziami swą miłość

Z miłością swoją wielką wcale nie kryły
Ptasim wzrokiem w zieleni za sobą wodziły

Gdy nadszedł niespodzianie zły los ze swą piłą
Wystarczył jeden moment i jednej nie było

Od ziemi oderwana na ziemi leżała
A druga nad nią stała i wiatrem płakała

Teraz już tylko jedna wierzba w sadzie stoi
Pamięcią owinięta śmierci się nie boi

Źródło: http://literatura.wywrota.pl/18262_andrzej_talarek_dwie_wierzby.html


Petr Hrbač

Wierzba na skraju lasu

Jest pierwszy sierpnia, koło Rożnej mży.
Miedziany smutek chabrowych miedz
mi nie przeszkadza, aczkolwiek chabry
mieszają w mózgu szalone sny
jak fioletowi, nieprzytomni malarze
z larwami korzonków zamiast nóg.
Podziemie nie jest tym samym, co geologia,
głupcy!
Kręcę się jak drobna moneta,
która nie jest już w obiegu,
i do której pstryknął
złośliwy staruszek
chwilę przed zupełną demencją.
Wierzba na skraju lasu
pohukuje nocną dusznością:
Okrągłością liści
kształtem sromu ziści,
co trzeba wyczyści,
niech będziemy czyści.

(sierpień 2004 r.)

Autor Adam Borecki

Wierzba

wierzbo płacząca nad wodą
mój przyjacielu jedyny
rozumiesz zawsze me skargi
w wieczór deszczowy i siny

nad rzeką często gdy siadam
w górze szumią Twe liście
wtedy się Tobie spowiadam
ty - milczysz uroczyście

naginasz ku mnie konary
w ramiona mokre mnie biorąc
a pień Twój z starości szary
pomaga wilgocią swą pojąc

stoimy razem na deszczu
woda po ciałach nam spływa
szelest Twych liści w powietrzu
mówi że jesteś szczęśliwa
Źródło: http://www.andreadoria.republika.pl/wierzba.html


„Artystom” Z.M. Metzger-Konopnicka

„Są ludzie jak wierzby rozchwiane,
Często wicher szarpie struny ich dusz.
Wierzba w wodę, oni wpatrzeni w nirwanę,
Owiotczali, osmętniali – bez zórz”.

Źródło: http://przeglad.australink.pl/panorama/artykuly/konopnicka.php
_________________
Mieszkam wszędzie, ale najczęściej w Malborku :)Zdzisław Kwasek
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Nazwa Skype
kesawk
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 28 Cze 2007
Posty: 886
Skąd: Malbork

PostWysłany: Wto Cze 22, 2010 14:28    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Oto wiersz liryczny napisany na żywo o wierzbie

Szum drzew tą opowieść po-cichu w dłoniach wiatru niesie,
Kiedy przystanęło dziecko ludzkości samo w ciemnym
zapomnianym lesie,
Rozejrzało się powoli dotknęło kory
wierzby
opuszki palców drażniącej, Spojrzało w górę z
łzami w oczach prosto w karmazynowe słońce zachodzące,

Szepty pożądania wypełniły uszy wędrowca wyczulone,
Jak
pod magicznym czarem padło na kolana rażone,
Uśmiechem
przywitało zmrok tuląc się półnagie do drzewa rozłożystego,

Tylko on i jego kochanek - sami na zawsze , dziecię
zbłądziło,
Głaskało korę samotnie zrzuciło szatę ukazując
uroki swojego ciała cudnego, Z rumieńcem na twarzy - z
przyśpieszonym oddechem w wstydzie cicho zakwiliło , W
szponach demona , samotne, odrzucone , przygarnięte przez
iluzję lata,
Uważaj na pieśń , bo i ciebie może to spotkać
- kiedy uciekasz kiedy smutek oplata,
Zamiast w szepcie wierzb szukając kojącego słowa, Znajdź miłość
u człowieka i zacznij żyć od nowa.

Autor: Souloon czerwiec 2010
_________________
Mieszkam wszędzie, ale najczęściej w Malborku :)Zdzisław Kwasek
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Nazwa Skype
opałek
Terminator / wyrabia obręb górny
Terminator / wyrabia obręb górny


Dołączył: 09 Maj 2010
Posty: 241
Skąd: południe

PostWysłany: Pią Lis 19, 2010 12:45    Temat postu: Zofia Rogoszówna: Wierzba nad urwiskiem Odpowiedz z cytatem

Zofia Rogoszówna (ur. 1881 lub 1882, zm. 1921)
Wierzba nad urwiskiem [fragmenty]


Na urwisku, zgarbiona i krzywa
Z pniem rozdartym stoi wierzba siwa

Cała naprzód podana, schylona
ponad przepaść wyciąga ramiona

i spogląda hen, w dal, ku dolinie,
kędy rzeki złocisty szlak płynie,

każdej wiosny, z gór lecą strumienie,
podmywając wierzbowe korzenie;

co dzień ziemia z pod nóg jej ucieka,
wierzba żyje i patrzy i czeka.

Czasem jeno, kiedy cichą nocą
Gwiazd girlandy na niebie migocą,

A słowicza pieśń płynie z oddali,
Cicha skarga w jej listkach się żali:

"Wszystkie, wszystkie rozsiane po świecie,
Gdybyż jedno przy sobie mieć dziecię!"

Czasem z dolin, gdy wietrzyk przywionie,
Wierzba pyta: "Czyś słyszał coś o niej?

Czy o córce najmłodszej masz wieści?"
A wiatr w zeschłych jej liściach szeleści:

"Wierzbo stara, zgrabiona i siwa
Twoja córka jest bardzo szczęśliwa.

W młodym gaju, co widny nad rzeką,
Twemu dziecku, dni słodko się wleką.

Stopki nurza w wód falach błękitnych,
Słońce pieści puch baź aksamitnych,

A ku niebu tak wznosi koronę,
że wnet ujrzysz, Twe dziecię rodzone."

Kornym szmerem, listeczki drżą szare:
"Boże usłysz prośbę matki starej,

Tyle życia podaruj mi jeszcze,
Aż dzieciątko me wzrokiem upieszczę"...

I ramiona wyciąga z daleka,
I w gaj patrzy, i marzy i czeka,

[...]

W gaj wpatrzona, stara matka siwa
W córce młodość powtórną przeżywa.

Co dzień lecą z słonecznej doliny
Jakieś szepty, zwierzenia, nowiny.

"W mych gałązkach gniazdeczko ptak wije,
Cudny motyl z baź moich, miód pije!

Tak tu ślicznie, nad modrą tą rzeką,
Jeno żal mi, żeś Ty tak daleko!

Tak bym chciała, mateńko rodzona,
Do Twojego przytulić się łona,

Bo mi tęskno, bo żyć mi jest trudno,
Niby dobrze, a tak czegóś nudno...

Czy tak zawsze? - mateńko siwiutka?"
- Zawsze... zawsze... córeczko malutka.

A w dniu drugim, leci motyl złoty:
"Król wierzb muszkę dziś przysłał w zaloty,

[...]

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Niestety póki co zamieszczam niepełny tekst Wierzby nad urwiskiem, gdyż źródło z którego przepisywałem ("Bluszcz" nr 21 R. 57 24.05.1924), zawiera część tekstu i na dodatek z pomyłką drukarską. Resztę tekstu uzupełnię jeśli uda mi się kiedyś dotrzeć do całości. Tymczasem zachęcam do zapoznania się z twórczością autorki; mnie szczególnie zainteresowała książka pt. Koszałki Opałki. Gadki, piosenki i zabawy dziecięce. Cool
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Zofia Rogoszówna (ur. w 1881 lub 1882 pod Stryjem, zm. 10 maja 1921 w Szczawnicy) - autorka literatury dla dzieci, tłumaczka i poetka.
Zapoczątkowała adaptowanie utworów ludowych w literaturze dla dzieci. Więcej o Rogoszównie poczytacie klikając na jej portret poniżej:



Ostatnio zmieniony przez opałek dnia Pią Lis 19, 2010 13:32, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
kesawk
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 28 Cze 2007
Posty: 886
Skąd: Malbork

PostWysłany: Pią Lis 19, 2010 13:01    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Piękny wiersz i jaki liryczny. Najbardziej zwróciły moja wagę te dwa fragmenty.

"...W gaj wpatrzona, stara matka siwa
W córce młodość powtórną przeżywa...."
i "...A w dniu drugim, leci motyl złoty:
"Król wierzb muszkę dziś przysłał w zaloty,..."
_________________
Mieszkam wszędzie, ale najczęściej w Malborku :)Zdzisław Kwasek
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Nazwa Skype
kesawk
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 28 Cze 2007
Posty: 886
Skąd: Malbork

PostWysłany: Wto Lip 12, 2011 22:18    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

W książce poetki ludowej pani Barbary Masalskiej z Markus na Żuławach - słynących z ogławianych wierzb, znalazłem przepiękny wiersz " Wierzby" oddający klimat tego regionu.

Wierzby

Tuż nad rowem
Wierzba rosła
Była smukła i wyniosła.

Była piękna
Wprost wspaniała
A dopiero roczek miała.

Trochę dalej druga stała
Co bydełku cień dawała.
Ta już była rosochata
Bo już miała cztery lata.

W piątym roku ją obcięli
I na opał drzewo wzięli.
Lecz z pnia wierzby zaraz wiosną
Znów gałęzie nowe wzrosną.

I inny wiersz tej poetki

Plecie tata kosze

Drogie dzieci, czy wy wiecie?
Tato Jadzi kosze plecie
Takie duże i malutkie
I podłużne, okrąglutkie

Do święconki i do chleba
Płytkie tacki jakie trzeba.
Na zakupy i do obrządku
Pełno koszy w każdym kątku.

Plecie tato, plecie kosze
By zarobić jakieś grosze
By wyżywić swą rodzinę
I odłożyć coś na zimę.

Jadzia też mu pomagała
I wiklinę podawała
Żeby szybciej plótł jej tato
I pieniążki dostał za to.
_________________
Mieszkam wszędzie, ale najczęściej w Malborku :)Zdzisław Kwasek
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Nazwa Skype
Biniu
Pomocnik/ wyplata denka
Pomocnik/ wyplata denka


Dołączył: 16 Kwi 2009
Posty: 37
Skąd: Poznań

PostWysłany: Pon Sty 02, 2012 08:41    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Oto tekst bajki, który odnalazła moja serdeczna koleżanka Natalia; "Czapla, ryby i rak" Ignacego Krasickiego gdzie występuje więcierz:

"Czapla stara, jak to bywa,
Trochę ślepa, trochę krzywa,
Gdy już ryb łowić nie mogła,
Na taki się koncept wzmogła.
Rzekła rybom: "Wy nie wiecie,
A tu o was idzie przecie".
Więc wiedzieć chciały,
Czego się obawiać miały.

"Wczora
Z wieczora

Wysłuchałam, jak rybacy

Rozmawiali: wiele pracy
Łowić wędką lub więcierzem;

Spuśćmy staw, wszystkie zabierzem,
Nie będą mieć otuchy,
Skoro staw będzie suchy."
Ryby w płacz, a czapla na to:
"Boleję nad waszą stratą,
Lecz można temu zaradzić,
I gdzie indziej was osadzić;
Jest tu drugi staw blisko,
Tam obierzecie siedlisko,
Chociaż pierwszy wysuszą,
Z drugiego was nie ruszą".
"Więc nas przenieś!" rzekły ryby:
Wzdrygnęła się czapla niby;
Dała się na koniec użyć,

Zaczęła służyć.

Brała jedną po drugiej w pysk, niby nieść mając,
I tak pomału zjadając.
Zachciało się na koniec skosztować i raki.
Jeden z nich widząc, iż go czapla niesie w krzaki,
Postrzegł zdradę, o zemstę się zaraz pokusił.
Tak dobrze za kark ujął, iż czaplę udusił.

Padła nieżywa:

Tak zdrajcom bywa."

Pozdrawiam wszystkich wrażliwych na poezje.
Biniu
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
opałek
Terminator / wyrabia obręb górny
Terminator / wyrabia obręb górny


Dołączył: 09 Maj 2010
Posty: 241
Skąd: południe

PostWysłany: Pią Maj 04, 2012 15:24    Temat postu: Anna German - Wiklina topielica Odpowiedz z cytatem

Anna German Wiklina topielica
muzyka: M. Sewen
słowa: L. Tymiński


Ogień z wodą nie po drodze
kiedy wiosna wokół
kroplą słońca szczyptą wiatru
gładzi biel obłoków

Ogień z wodą nie po drodze
gdy wikliny drżące
koszyk zwieszą jak dziewczyny
i zakwitną słońcem

Hej, wiklino topielico
chybotliwaś wiotka
zimę z wiosną przekomarzasz
boś zielona trzpiotka

Hej zieloność ty kusząca
bawisz łodyg w marcu
przepijając z ust wiosenność
póki tchu im starczy

Ogień z wodą nie po drodze
kiedy wiosna wokół
kroplą słońca szczyptą wiatru
gładzi biel obłoków

Ogień z wodą nie po drodze
gdy wikliny drżące
koszyk zwieszą jak dziewczyny
i zakwitną słońcem

Hej wiklino topielico
pod listeczkiem skrywasz
i wiosenny strumyk drżący
i pąki wstydliwe

Hej listowie drobniuteńkie
gołąbki wijące
powiją się młodzi łąką
rozedrganą słońcem

Ogień z wodą nie po drodze
kiedy wiosna wokół
kroplą słońca szczyptą wiatru
gładzi biel obłoków

Ogień z wodą nie po drodze
gdy wikliny drżące
koszyk zwieszą jak dziewczyny
i zakwitną słońcem


Utworu można wysłuchać klikając w zdjęcie:


Anna German i plecionka pod jej dłońmi
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
opałek
Terminator / wyrabia obręb górny
Terminator / wyrabia obręb górny


Dołączył: 09 Maj 2010
Posty: 241
Skąd: południe

PostWysłany: Nie Maj 13, 2012 21:36    Temat postu: O płaczącej wierzbie Odpowiedz z cytatem

Włodzimierz Scisłowski
O płaczącej wierzbie



Bajką się zdaje każda chwila,
gdy wśród zarośli potok pluszcze!
Nad wodą wierzba liście schyla
i się przegląda w niej jak w lustrze.

Czas jej upływa wody szumem,
czesze gałązek swoich sploty
i patrzy długo w bystry strumień,
wyławia słońca promyk złoty.

Lecz wietrzyk-figlarz z nieba spada
i zaraz wszystko jest inaczej:
marszczy się nagle toń zwierciadła
i wtedy właśnie wierzba płacze.


____________________________
To już drugi wiersz dla dzieci Włodzimierza Scisłowskiego na forum. Wcześniej kesawk zamieścił "Plecie wiatr wiklinie". Oba wiersze pochodzą z tomiku Plecie wiatr wiklinie ilustrowanego przez Ewę Salamon. Przepisałem z wydania drugiego (Poznań 1981, s. 4). Książeczkę można kupić tu Arrow.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
opałek
Terminator / wyrabia obręb górny
Terminator / wyrabia obręb górny


Dołączył: 09 Maj 2010
Posty: 241
Skąd: południe

PostWysłany: Pon Sie 27, 2012 21:13    Temat postu: Trubadurzy - Wiklinowa ballada Odpowiedz z cytatem

Trubadurzy - Wiklinowa ballada


Niestety w sieci nie znalazłem ani muzyki, ani słów.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
opałek
Terminator / wyrabia obręb górny
Terminator / wyrabia obręb górny


Dołączył: 09 Maj 2010
Posty: 241
Skąd: południe

PostWysłany: Pon Gru 17, 2012 10:50    Temat postu: Wierzby wierzą szeptom i łzom Odpowiedz z cytatem

Anna Maria Jopek - Szepty i łzy



Słońce na niebie
Gaśnie za rzeką
Zmierz ma zapach
Siana i snu

Pójdę przed siebie,
Pójdę daleko
Za ostatni las
Białych brzóz

Pójdę daleko
Pójdę na łąki
Malowane złotem i rdzą
Zwierzę się wierzbom
Z naszej rozłąki
Wierzby wierzą
Szeptom i łzom

Tęsknię za Tobą
Płaczę po Tobie
Płaczą ze mną
Rosy i mgły.

W ciszy drżą słowa
Których nie powiem,
Bo rozumiesz je
Tylko Ty.

Pójdę daleko
Pójdę na łąki
Malowane złotem i rdzą
Zwierzę się wierzbom
Z naszej rozłąki
Wierzby wierzą
Szeptom i łzom


Słowa: http://www.annamariajopek.pl/pl/teksty4.html
Teledysk: http://www.annamariajopek.pl/pl/szepty.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
opałek
Terminator / wyrabia obręb górny
Terminator / wyrabia obręb górny


Dołączył: 09 Maj 2010
Posty: 241
Skąd: południe

PostWysłany: Nie Lut 10, 2013 14:45    Temat postu: Maria Korpikiewicz: Polne kamienie w wiklinowym koszu Odpowiedz z cytatem

Maria Korpikiewicz Polne kamienie w wiklinowym koszu



Oszołomiony
śpiewem ptaków
rozległą gamą melodii
składam proste pieśni.
Pod gradem
rozpryskującego się meteorytu
zbieram pospiesznie
rozrzucone kamienie.
Nie będę ich szlifować -
zgrzyt, pisk przeraża mnie.
Uciekam -
zamykam uszy woskiem Odysa
i zostawiam szare kamienie
w wiklinowym koszu.


Maria Korpikiewicz, Polne kamienie w wiklinowym koszu. Poznań 1991.


_________________

O Marii Korpikiewicz: http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36048,6901495,Korpikiewicz_Maria__1913_1989_.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
kesawk
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 28 Cze 2007
Posty: 886
Skąd: Malbork

PostWysłany: Pon Lut 11, 2013 21:48    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Fajny, użyteczność kosza jest przemożna.
_________________
Mieszkam wszędzie, ale najczęściej w Malborku :)Zdzisław Kwasek
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Nazwa Skype
Reklama






Wysłany: Pon Lut 11, 2013 21:48    Temat postu:

Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Wiklina Polska Strona Główna -> Hyde Park Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Wiklina Polska  

To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
Powered by Active24, phpBB © phpBB Group