Forum Wiklina Polska Strona Główna Wiklina Polska
Forum poświęcone wierzbie, wiklinie i innym materiałom plecionkarskim w kulturze oraz ich gospodarczemu przetwarzaniu.
 
 POMOCPOMOC   FAQFAQ   SzukajSzukaj   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wierzba napoleońska

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Wiklina Polska Strona Główna -> Hyde Park
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kesawk
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 28 Cze 2007
Posty: 886
Skąd: Malbork

PostWysłany: Sro Lut 13, 2008 17:55    Temat postu: Wierzba napoleońska Odpowiedz z cytatem

„Na cmentarzu w Śliwicy (Nahmgeist), obecnie w gminie Rychliki) znajduje się stara, mocno pochylona wierzba. Gdy zimą 1812 roku resztki napoleońskiej „Wielkiej Armii” wracały z Rosji przez Prusy Wschodnie na zachód, mały oddział przybył także do Śliwicy. Tutaj zmarł jeden z dwóch braci Francuzów – oficerów armii napoleońskiej. W czasie pogrzebu oddział francuski stacjonujący we wsi został nagle zaatakowany przez nieprzyjacielską konnicę i zmuszony do ucieczki. Brat zmarłego stwierdził nagle, że nie oznaczył w żaden sposób grobu. Szybko więc wsadził do ziemi gałązkę wierzby. Z czasem wyrosła tu okazała „płacząca wierzba okalająca mogiłę”.

Żródło: http://www.paslek.com/articles.php?id=44
_________________
Mieszkam wszędzie, ale najczęściej w Malborku :)Zdzisław Kwasek
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Nazwa Skype
Reklama






Wysłany: Sro Lut 13, 2008 17:55    Temat postu:

Powrót do góry
Petro_1
Terminator / wyrabia obręb górny
Terminator / wyrabia obręb górny


Dołączył: 23 Lut 2009
Posty: 147
Skąd: Poznań

PostWysłany: Pią Kwi 03, 2009 21:16    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

A czy ta wierzba nadal się tam znajduje ? I czy jest wpisana do rejestru zabytków bo takie stare drzewo musi być chronione.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
kesawk
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 28 Cze 2007
Posty: 886
Skąd: Malbork

PostWysłany: Wto Maj 11, 2010 09:44    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Może ktoś zna historię podobną do wyżej opisanej. Wojska napoleońskie przemierzały przez nasz kraj i pewnie niejedna, dzisiaj już stara wierzba była tego świadkiem. Popytajcie starszych ludzi może znajdzie się niejedna ciekawa opowieść. Podzielcie się nią. Zapraszam do tworzenia legendy. więcej na: www.loza-wiklinapolska.pl
_________________
Mieszkam wszędzie, ale najczęściej w Malborku :)Zdzisław Kwasek
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Nazwa Skype
kesawk
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 28 Cze 2007
Posty: 886
Skąd: Malbork

PostWysłany: Pon Maj 17, 2010 14:30    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

znalazłem ciekawy wycinek z prasy.
i kilka interesujących zdjęć




Zdjęcia z: http://napoleon.org.pl/forum/viewtopic.php?f=14&t=217&p=4658#p4658

,,I wydarto go z ziemi-popiołem,
I wydarto go WIERZBIE PŁACZĄCEJ...

Fragm:,,Na sprowadzenie prochów Napoleona''.J.Słowacki.

Źródło tekstu j.w.
_________________
Mieszkam wszędzie, ale najczęściej w Malborku :)Zdzisław Kwasek
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Nazwa Skype
kesawk
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 28 Cze 2007
Posty: 886
Skąd: Malbork

PostWysłany: Czw Wrz 30, 2010 10:27    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Następne historie związane z wierzbami napoleońskimi.
"Tej nocy było wyjątkowo zimno, okna domów od dawna były zamalowane w pięknie pnące się ku dachowi rozmaite rośliny. Z grubą warstwą śniegu na parapetach, wyglądały jak lodowe paprocie w puchatej donicy.

Gdy chmury odkryły pięknie rozgwieżdżone niebo, donica śniegu została zepchnięta, zepchnięta przez rękę z odmrożonymi palcami zawiniętą w starą szmatę. Choć liściasta paproć nie straciła swego piękna, to z pewnością stracił ją mężczyzna, który chciał oprzeć swe strudzony ciało o drewniany parapet jakiegoś malutkiego domku oddalonego od wsi. Był zupełnie sam wśród nocy, wymarznięty, wychudzony, ze smutkiem i niebywałą tęsknotą w zmęczonych oczach. Przemierzał zachodnie krańce Wszechrusi, jeszcze nie dawno miał nadzieję, ze ziemie, w której teraz odmarzają mu nogi ręce, będą należały do Napoleona, do Polaków. Już cztery miesiące wędruje w skradzionym niedźwiedzim futrze. Ucieka. Ucieka przed wojną. Po klęsce chciał, jak wielu jego rodaków, jak najszybciej dotrzeć do domu.

Podczas gdy brnął przez śniegowe zaspy myślał o tym, co robiłby w tej chwili, gdyby wygrali pod Borodinem, gdyby dotarłszy do Moskwy nie zastali jej w zgliszczach. Aż do tego teraz jego ubranie śmierdziało dymem i popiołem. Wycofując się razem z Francuzami z Wielką Armią ze stolicy Rosji, musiał zostać na tyłach wraz ze swym rannym przyjacielem. Przyjaciel umarł po paru dniach, a on musiał wracać sam. Wciąż gubiąc się zdecydował, że nie przekroczy granic wschodniego mocarstwa w Kownie, lecz będzie posuwał się dalej na południe, w kierunku swego domu – Sandomierza.

Młody mężczyzna, nie bardzo doświadczony żołnierz dotarł aż do Bugu. Zdobywając jedzenie kradzieżą i kłamstwem doszedł na Chełmszczyznę. Miał nadzieję na szybką wiosnę, która pozwoli mu na rychlejszy i spokojniejszy powrót do swojej matki i sióstr. Wszyscy oni myśleli, że Polska znowu będzie wolna. Urodził się już pod zaborem i tylko z opowiadań rodziców słyszał o dawnej potędze swej ojczyzny. Chciał jej wolności – dzielnie maszerował u boku Bonapartego. Miał nadzieję, że za niezawodną pomoc polskich żołnierzy Napoleon uczyni Księstwo Warszawskie wreszcie niepodległą Rzeczpospolitą i że, biały orzeł odzyska swą koronę. Zdał już sobie sprawę, że to tylko niespełnione marzenia.

Leniwe wody Bugu poddawały się potędze mrozu i na powierzchni zamarzały. Pod lodową posadzką słychać było szumienie wody, które co jakiś czas stawało się głośnym hukiem. Fale uderzały o nie równo zakrzepniętą wodę, wówczas tafla cała wyginała się w stronę oświetlonego księżycem nieba, a w miejscach pękała, bo duch, choć spokojnego, to silnego Bugu domagał się, aby jago szumiącą opowieść usłyszały pobliskie lasy i torfowiska.

Wymęczony wędrowiec szybko i niepewnie przeszedł przez rzekę. Huk, jaki słyszał, powoli narastał pod lodową podłogą. Przypominało mu to bitwę pod Borodinem. Właśnie tam stracił wielu kolegów i wojskowych druhów. Chciał za wszelką cenę pomścić ich krew w Moskwie, ale nie spodziewali się tak ostrej zimy, i tego Moskwa zostanie w większej części spalona przez jej mieszkańców. Po miesiącu oblężenia niezniszczonej części miasta, musieli zawracać, uciekać pogromieni głodem, tym samym zaprzepaszczając marzenia Legionów Polskich.

Gdy przeszedł przez Bug znalazł miejsce w zagłębieniu, nogą odgarnął śnieg i ułożył się wygodnie, przykrył swe ciało niedźwiedzią skórą, a ją śniegiem i usnął.


Obudził się tuż przed południem, obudził go głód, niesamowite kłucie w brzuch nie dawało mu spokoju. Był już przyzwyczajony do tego, że jadł rzadko i nieregularnie.

Ogarnął się i poszedł przed siebie.

Po paru godzinach wolnego kroku w blasku słońca, zobaczył kłąb dymu. Oczywiście poszedł w jego stronę, miał nadzieję na ciepły posiłek, cieszył się bardzo, że mógł odpocząć w końcu po polskiej stronie Bugu, ruszył żwawiej w stronę widocznej już dokładnie starej chaty. Po drodze przeciął jakąś drogę, przy której stała piękna, stara wierzba, która idealnie wpasowywała się w krajobraz tworząc widok jak z jakiejś książki z dziełami francuskich artystów. Podszedł bliżej drzewa i około pół metra nad głową zobaczył coś dziwnego, czegoś takiego jeszcze nigdy nie widział. W wierzbie tuż przy rozgałęzieniu była duża dziura. Od razu było widać, że zmieściłby się do niej bez żadnych problemów. Chciał zobaczyć, jak głęboka jest dziupla i czy może coś tam jest, jednak z wycieńczenie nie był w stanie wdrapać się na tą wysokość. Dobrze przypatrując się drzewu okrążył je jeszcze pary razy i zawrócił w stronę drewnianego domku.

Z wyrafinowaniem zapukał do skleconych z paru desek drzwi. Otworzyła młoda dziewczyna o pięknych niebieskich oczach, miłą twarzą i z pięknymi nieułożonymi blond włosami. Dziewczyna najwidoczniej przestraszyła się przybysza, bo otwierając skrzypiące drzwi, nic nie powiedziała, po chwili milczenia, mężczyzna przedstawił się jako piechur napoleoński, który po długiej podróży, szuka kawałka chleba. Młoda kobietka nie mogła odmówić, zaprosiła go do środka. Wszedł do pachnącej świeżo upieczonym chleb kuchni, w której przy piecu siedziała jakaś staruszka. Powitała go miłym uśmiechem, i ustąpiła mu miejsca przy piecu, wypytując o to, co sprowadza go do ich domu. Dziewczyna podała mu miskę gorącej zupy z kiszonej kapusty z suszonymi grzybami i dokładnie zaczął opowiadać swoją historię – począwszy od wyruszenia z domu, do chwili, gdy zauważył to gospodarstwo. Zjadł jeszcze parę talerzy gorącego posiłku, po raz pierwszy od paru tygodni umył się i dostał od starszej kobiety nowe ubrania, były dla niego trochę za małe. Przespał się jeszcze parę godzin i gdy zrobiło się już całkiem szykując się do wyjście podziękował za wszystko, co zrobiły dla niego miłe chłopki. Wyszedł tłumacząc się tym, że chce jak najszybciej dotrzeć do domu. Staruszka ostrzegła go przed podróżą w nocy, ale on mimo próśb wyszedł na dwór, w ciemną, zimną otchłań. Maszerował już tyle tygodni w nocy, że był przyzwyczajony do atmosfery, jaka panowała po zajściu słońca za horyzont.

Mijając tajemnicze drzewo, usłyszał pomlaskiwanie i wtem z mroku nocy wyskoczył na niego jakiś zdziczały pies, zatapiając swe zębiska w jego wychudzonym udzie mężczyzna jęknął. Z całej siły, jaką potrafił zgromadzić w sobie uderzył pięścią w pysk zwierzęcia, ono jednak dalej trzymało, widać samo cierpiąc z głodu rzucało się na człowieka, nie chciało za żadną krzywdę na nim, puścić i stracić pożywienie. Ofiara jeszcze parę razy powtórzyła cios. W końcu ogłuszony potwór puścił, teraz żołnierz czuł prawdziwy ból, dopiero po pewnym czasie oglądania rany usłyszał kolejne ujadanie. Cały czas narastało. Wiedział, że nie zdąży ukryć się w chacie, z której niedawno wyszedł, starał się biec w stronę wierzby, ale z ranną nogą nie wychodziło mu to, a ból cały czas narastając powodował skurcze mięśni całego ciała. Ze zredukowaną siłą doszedł jak najszybciej potrafił do drzewa i wdrapał się na jego pień. Od razu zaroiło się od agresywnych, wychudzonych psów. Ranny rzucając w zwierzęta futrem wślizgnął się do dziupli. Uradowany, że znalazł jamę, która uratowała jego życie, zasnął, aby ból nie narastał. Cały czas słyszał pomruki głodnych bestii, a mróz oziębiając jego ciało nie dawał mu zasnąć.

Noc przyniosła ze sobą mnóstwo śniegu i skrajnie zimne temperatury. Drzewo, które dało schronienie rannemu i ochroniło go przed tragicznym losem teraz z zimnym sercem i krwią zabiło go. Przymarznięty to do starej wierzby nigdy się z niej nie wydostał.

Ludzie już nigdy nie zbliżali się do tego miejsca, bo słyszeli tu jęki. Tak straszne odgłosy, że bali się zbliżać do drzewa, które już nigdy nie zakwitło na wiosnę, przemarzło w ciągu jednej nocy. Duch żołnierza, który nigdy nie dotarł do swego domu nawiedzał od tej pory wszystkie pobliskie domy, w poszukiwaniu swej rodziny lub chociaż dziewczyny, która pomogła mu w przedłużeniu jego życia o parę tylko godzin.



ANEKS

Wierzba Iwa (Salix caprea) opisana w legendzie z powodu uschnięcia i zagrożenia ruchu na jezdni została wycięta w latach 80. XX w .Znajdowała się przy drodze między Rudką, a Rudą Hutą w województwie lubelskim, 20 km na wschód od Chełma. Wewnątrz pnia znaleziono ludzkie kości oraz część umundurowania napoleońskiego żołnierza z początku XIX w. Po analizie szczątków, stwierdzono że są to resztki szkieletowe mężczyzny w wieku 20-25 lat, rannego w udo, który najprawdopodobniej umarł z wyziębienia. Szczątki zostały przewiezione na Cmentarz wojenny w Chełmie. Od tamtego czasu w pobliskich wioskach utarła się opowieść o żołnierzu uciekającym spod Moskwy do domu, który chroniąc się przed zdziczałymi psami wszedł do dziupli w pniu wierzby."
Źródło: http://www.patriotyzmjutra-legendy.sto.org.pl/?action=legends&pid=56


"Francuska kasa wojenna pod Nowem

Na obszarze folwarku Nowskiego stały przed wielu laty olbrzymie wierzby. W roku 1843 przybyło dwóch cywilnie ubranych podróżnych do Nowego i zamieszkali tam przez dłuższy czas w niemieckiej oberży. Co dzień chodzili do tego folwarku, stwierdzali strony świata, ierzyli krokami odległości i poszukiwali mianowicie miejsce przy pierwszym moście rowu krzyżackiego. Rów ten wykopali swego czasu Krzyżacy i dlatego jeszcze dziś tak się nazywa. Pewnej nocy zniknęli ci obcy podróżni tajemniczo wraz ze swoim wozem. Dopiero teraz dowiedziano się, że to byli francuscy oficerowie szukający za kasą wojenną. Teraz pospieszyło wielu ciekawych do tego rowu, aby zobaczyć co się tam działo. W najgrubszej zmurszałej wierzbie znaleźli wielką wklęsłość. Kora tego drzewa była po części obłupana, tak że tam można było czytać imię: „Ivanoff”, łacińskimi literami wypisane. Ten otwór głęboki nie był zupełnie ziemią zasypany. Po odsunięciu ziemi spostrzeżono wyraźne odciski żelazem okutej skrzynki. Domyślano się teraz, że to była jakaś francuska kasa wojenna, którą Francuzi przy powrocie z Rosji przed ścigającymi ich Kozakami tu ukryli. Zawartość tej kasy musiała być znaczna, bo inaczej nie byliby ci Francuzi zrobili tej długiej podróży. Od tego czasu często szukano tu za skarbami, ale zawsze bez skutku. (P. Behrend, tamże, II, 65-66)"

Źródło: http://forum.ioh.pl/viewtopic.php?t=12261&sid=6319717a3f666ea7970e2be9e52bb3b6

Na forum: http://napoleon.org.pl/forum/viewtopic.php?f=14&t=217 Chevau-léger pisze:

"Ciekawe...nie wiem czemu ale nasuwa mi się książka dla młodzieży "Ząb Napoleona" po lekturze tej opowieści. Niestety nie znam podobnej legendy, oczywiście oprócz prostego faktu z którego sobie nie zdawałem sprawy, że przyszło mi spędzić pierwsze 18 wiosen życia nieopodal cmentarza gdzie chowano napoleońskich żołnierzy z walk nieopodal Olsztyna w 1807 r. Dzisiaj to miejsce to ścisłe centrum miasta, niedawno oznaczone dopiero przez pomnik i informację o placu Trzech Krzyży. Pamiętam będąc nastolatkiem swoje zdziwienie gdy podczas prac przy porządkowaniu terenu przez służby miejskie, które wyglądały na ogrodnicze ( w tym miejscu są trawniki) widziałem wyłożone z ziemi"ludzkie kości, piszczele."


"Z rodzinnych opowieści (ст. 34) Автор: Jerzy WOLSKI
Z rodzinnych opowieści

Stulecie pradziadka Ilji

Mój pradziadek Ilja Iljicz Wolski przeżył co najmniej 96 lat, ale ojciec mówił, że mógł być nawet o 10 lat starszy, bo mógł mieć “odmłodzoną” metrykę. W swojej głowie miał kronikę dziejów rodziny sięgającą czasów potopu szwedzkiego, a o czasach marszu Napoleona na Moskwę opowiadał, jakby to było wczoraj.
Jedna z napoleońskich armii przechodziła przez Żerczyce. Był tu także francuski lazaret wojskowy i po nim w okolicach cerkwi pozostała masowa mogiła. Zimą 1812-1813 r. armia Napoleona – jej niedobitki – cofając się znowu przechodziły przez Żerczyce. Była to bardzo śnieżna i mroźna zima. Francuzi przechodzili nocą. Rano ludzie odnajdywali zmarzniętych żołnierzy w przeróżnych miejscach. W obrębie zagrody moich przodków było ich czterech. Z tych odnalezionych tylko nielicznych udało się odratować. Trupy wielu innych żołnierzy zostały odnalezione i pochowane dopiero wiosną, gdy zaczęły topnieć śniegi. Były na ogół przy drogach, ale też w polu, lasach i na łąkach. Tak kończyła Wielka Armia. Do wiosny była zimowym pożywieniem dla wron i dzikich zwierząt. Kto z żołnierzy nie wytrzymywał marszu w grupie lub kolumnie, odchodził na bok i umierał.
Pradziadek Ilja objaśniał, że nasze rodowe nazwisko wywodzi się z czasów szwedzkich. Żerczuki przed Szwedami chronili się na bagnach o nazwach: “Ryczeczki” i “Wyżary” po wschodniej stronie części wsi, zwanej Głęboczkiem. Ponoć wielu Szwedów usiłując je pokonać zostało w nich na zawsze. Jeden z naszych protoplastów schronić się na bagna już nie zdołał, ale za to zniknął Szwedom z oczu, chowając się w pniu dużej wierzby w środku już spróchniałej, do której wchodziło się od góry. Gdy Szwedzi odeszli, to ludzie wychodzący z bagien pytali go, gdzie on był, że ocalał, a on odpowiedział, że w staruoj wuolszyni sidiew. potrzebował do tego okularów. Zaniemógł dopiero przed samą śmiercią i już nie wstawał z łóżka. Domownikom powiedział, że niedługo umrze. Zmarł 28 lipca 1953 r., dosłownie na kilka dni przed świętem swego patrona.
Sańka Sylwestrowicz wspomniał przy mnie o tym, jak pewnego razu o wschodzie słońca wybrał się na grzyby do milejczyckiego lasu. Gdy tam szedł, minął na moście pradziadka Ilję, który już wracał z pełnym koszem. Zdziwiony Sańka powiedział: Jak wy tak mnuoho hrybuow po noczy nazbirali? Wy widno z czortom po liesi chodili? Na to Ilja odpowiedział: Ne z czortom, a z Bohom. I żwawo poszedł do wsi. Sańka, gdy wracał z lasu, widział jak pradziadek w wnukiem koszą łąkę. – Ot, stary, a jaki żywotny ten Ilja – pomyślał sobie Sylwestrowicz, a było to około 1950 roku. ..."


Jerzy WOLSKI
http://nadbuhom.free.ngo.pl/art_1434.html
_________________
Mieszkam wszędzie, ale najczęściej w Malborku :)Zdzisław Kwasek
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Nazwa Skype
Reklama






Wysłany: Czw Wrz 30, 2010 10:27    Temat postu:

Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Wiklina Polska Strona Główna -> Hyde Park Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Wiklina Polska  

To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
Powered by Active24, phpBB © phpBB Group